Koronawirus – szansa czy zagrożenie dla rynku nieruchomości?

Data opublikowania: 17 marca 2020

Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła pandemię koronawirusa. To może mieć poważne konsekwencje – również ekonomiczne.  Już prognozuje się spadek PKB Polski w 2020 r. do 2,5 procent. Coraz częściej pojawia się pytanie o wpływ koronawirusa na krajowy rynek nieruchomości. Trudno przewidzieć, jaki będzie scenariusz, ale już teraz można zaobserwować stan zawieszenia i wstrzymania decyzji inwestycyjnych. Najbardziej ucierpią osoby zajmujące się najmem krótkoterminowym oraz podnajmem.

Sytuacja w Polsce zmienia się z godziny na godzinę. Rośnie liczba osób zarażonych koronawirusem. Rząd ze względu na zagrożenie zarażania podjął decyzję o zamknięciu wszystkich przedszkoli, szkół i uczelni wyższych na okres dwóch tygodni. Odwołane są wszystkie imprezy masowe w kraju, a także działalność większości instytucji kulturalnych. W wielu sklepach można zauważyć braki w towarach z dłuższym terminem przydatności.

Polacy szykują się na spędzanie najbliższego czasu w domach. Wielu pracodawców pozwala pracować zdalnie, a niektórzy są zmuszeni przejść na zasiłek opiekuńczy, aby sprawować pieczę nad dziećmi. Przedsiębiorcy mają problemy finansowe, głównie ze względu na mniejsze zainteresowanie usługami i towarami oraz ze względu na problemy z dyspozycyjnością pracowników.  W takich warunkach trudno myśleć o inwestowaniu w nieruchomości, a nawet podejmować działania mające na celu sprzedaż czy zakup nieruchomości w celach prywatnych.

Najem krótkoterminowy zagrożony

Rynek nieruchomości nie reaguje tak szybko, jak rynek finansowy i na efekty trzeba jeszcze poczekać. To, co już teraz można zaobserwować, to mniejsze zainteresowanie najmem krótkoterminowym, związanym głównie z turystyką. Doniesienia medialne wskazują, że zainteresowanie wynajmem krótkoterminowym w celach turystycznych spadło nawet o kilkadziesiąt procent. Przyczyniają się do tego osoby, które boją się podróżować.

Również wynajmujący chcą ograniczać ryzyko zarażenia. Wynajmujący mają problemy ze znalezieniem serwisu sprzątającego, bo istnieją realne obawy przed zarażeniem. Można zaobserwować wzrost zainteresowania ofertami z możliwością anulowania. Większym zainteresowaniem cieszą się apartamenty na wynajem, aniżeli pokoje hotelowe. Wynajmujący są coraz bardziej skłonni zamieniać najem krótkoterminowy na długoterminowy.
Oprócz branży turystyki, problem można dostrzec w najmie studenckim. Zamknięte uczelnie mogą wpłynąć na zainteresowanie najmem długoterminowym, a także podnajmem – o ile sytuacja rozciągnie się  w czasie.

Koronawirus a ceny nieruchomości w przyszłości

Od dłuższego czasu eksperci prognozowali, że ceny nieruchomości będą rosły. Nikt nie przewidział sytuacji, z jaką w tej chwili mamy do czynienia. Teraz mogą się sprawdzić różne scenariusze. Jeżeli dzięki wprowadzonym narzędziom, sytuacja się uspokoi, to być może gospodarka szybko sobie z tym wahaniem poradzi. Jednak, jeżeli sytuacja epidemiologiczna się rozwinie, ludzie stracą płynność finansową, co przełoży się bezpośrednio na zdolność spłaty między innymi kredytów hipotecznych.

Jednocześnie pojawiają się przeciwstawne prognozy.  Mówią one o tym, że koronawirus może mieć  wpływ na decyzję o obniżeniu stóp procentowych w Polsce, co spowoduje większe zainteresowanie nieruchomościami, a tym samym wzrost ich cen. Na wzrost cen może mieć również sytuacja, związana  z tym, że niektórzy sprzedający wycofują oferty z rynku, z obawy przed możliwością zarażenia podczas prezentacji nieruchomości przypadkowym osobom.  To powoduje, że podaż nieruchomości jest jeszcze mniejsza, a to przyczynia się do wzrost cen. Lokalne biura nieruchomości sygnalizują, że występuje mniejsze zainteresowanie prezentacjami nieruchomości. Niektóre organizują wirtualne spacery w oferowanych na sprzedaż nieruchomościach. Jednak w dobie ograniczonej podaży nieruchomości, to nie jest rozwiązanie na dłuższą metę.

Po epidemii SARS w 2002 roku w wielu miastach ceny nieruchomości po początkowym spadku dynamicznie wzrosły, czego mało kto się spodziewał. Psychologowie tłumaczą takie zjawisko chęcią wynagrodzenia sobie trudnych czasów, co objawia się większym konsumpcjonizmem. Czy takie ożywienie gospodarcze, może powtórzyć się po obecnej trudnej sytuacji z koronawirusem? Czas pokaże.

Podobne artykuły

Dodaj swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola wymagana są oznaczone *