Kredyt droższy niż wartość mieszkania

Data opublikowania: 17 czerwca 2013

Kredyt hipoteczny to najpopularniejsza forma finansowania zakupu mieszkania. Z założenia wartość tego rodzaju kredytów nie powinna przekraczać realnej wartości nieruchomości. W obecnej sytuacji na rynku nieruchomości, kiedy ceny mieszkań cały czas spadają, często okazuje się, że jest inaczej. Przypadki, w których aktualna wartość mieszkania jest niższa od wartości kredytu nie należą do rzadkości. Problem ten dotyczy aż 240 tys. polskich rodzin.

Sytuacja, w której wartość mieszkania nie pokrywa w całości zobowiązania kredytowego, jest powodem poważnych problemów w bankach. Tylko w zeszłym roku ponad 30 tys. kredytów zostało przez nie uznane za niemożliwe do spłaty. Stanowi to nieco ponad 7% wszystkich kredytów, których udzieliły, a łączna suma tych zobowiązań wynosi 72,4 mld zł. Ponad połowa z nich to kredyty, których nie spłacają osoby prywatne. Pozostała część to zobowiązania firm. Najbardziej niepokojący jest rosnący udział kredytów, których wartość jest niższa od wartości nieruchomości, które stanowią ich zabezpieczenie. Dopóki klienci regularnie spłacają kolejne raty, banki mogą czuć się bezpiecznie. Jeśli jednak dojdzie do sytuacji, w której klient nie będzie uiszczał swoich należności, bank odnotuje sporą stratę, ponieważ nie będzie w stanie wyegzekwować zaległych rat, nawet jeśli dojdzie do sprzedaży zKredyt droższy niż wartość mieszkaniaadłużonego mieszkania.

Dlaczego sytuacja banków jest tak niepewna? Przyczyną są tu przede wszystkim spadające ceny mieszkań. Wiele z nich w ostatnim czasie potaniała o ponad 15%. Problemem jest też rosnący kurs franka szwajcarskiego. Jeszcze kilka lat temu spora część kredytów hipotecznych była udzielana w tej walucie. Obecnie, gdy jej kurs względem złotego się wzmocnił nawet regularne spłacanie rat nie pokrywa w całości zobowiązań wobec banków. W momencie zaciągania kredytu frank mógł kosztować ok. 2 zł, podczas gdy obecnie jego kurs plasuje się na poziomie 3,5 zł. Ujemny wkład własny bynajmniej nie martwi większości kredytobiorców. Okazuje się, że spora część z nich co miesiąc przeznacza ponad połowę swojej pensji na spłatę zadłużenia.

Osoby o stabilnej sytuacji materialnej nie mają powodów do zmartwień. W puli kredytobiorców są jednak i tacy, którzy korzystali z preferencyjnych kredytów w ramach „Rodziny na swoim”. Kiedy po siedmiu latach od momentu zaciągnięcia kredytu państwo przestanie dopłacać do ich zobowiązań, rata kredytu może wzrosnąć nawet o 40%, a to z pewnością będzie stanowiło dla nich spory problem.

Podobne artykuły

Dodaj swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola wymagana są oznaczone *