Nie udało się kupić wymarzonego mieszkania? To nie koniec świata!

Data opublikowania: 21 sierpnia 2019

Jeśli poszukujemy mieszkania, jest duże prawdopodobieństwo, że poznamy to uczucie. Trafiamy na ofertę, która wydaje się idealna. Świetna lokalizacja, dogodny rozkład, ciekawy wystrój, niepowtarzalna atmosfera… Już sobie wyobrażamy, że podpisujemy akt notarialny, odbieramy klucze, a potem siedzimy na balkonie i podziwiamy widok pijąc kawę. A tu nagle… transakcja z jakiegoś powodu nie dochodzi do skutku. Ktoś nas ubiegł, właściciel się rozmyślił i tak dalej.

Rozczarowanie, gdy okazja przejdzie koło nosa, można porównać do… rozczarowania w relacjach z ludźmi. Specjaliści od związków mówią, że mechanizmy psychologiczne, które wówczas działają, są podobne jak w przypadku udanej (z naszej perspektywy) randki, po której już robimy sobie nadzieje, ale okazało się, że partner nie wykazuje zainteresowania wejściem w związek albo wręcz urywa kontakt.

Kawalerka

fot. Sergey Nivens

Co zrobić, gdy już nadmiernie się zaangażowaliśmy, a potem nic z tego nie wyszło? Tak jak w przypadku rozstania, pozwólmy sobie na przeżycie żalu za utraconymi marzeniami. To nic, że „to tylko mieszkanie”. Dajmy sobie tyle czasu ile potrzebujemy, by przejść nad tym do porządku dziennego. Wyładujmy frustrację, porozmawiajmy z bliską osobą, a potem zajmijmy się czymś, co nas relaksuje. Może to potrwać kilka godzin, kilka dni albo nawet kilka tygodni – zależy, jak bardzo byliśmy przywiązani do naszych marzeń i wizji.

Postarajmy się znaleźć coś, na czym można skupić myśli. Zróbmy sobie krótką przerwę w poszukiwaniach. Poświęćmy trochę czasu naszemu hobby, a jeśli możemy sobie na to pozwolić, weźmy krótki urlop i gdzieś wyjedźmy. Oderwijmy się też na jakiś czas od komputera czy smartfona. Obsesyjne odświeżanie listy ogłoszeń co parę minut, „bo może to mieszkanie znowu jest dostępne”, zdecydowanie nie jest dobrym pomysłem. Nie znaczy to, że nie ma sensu sprawdzać w ogóle. Sytuacje, gdy ktoś się wycofuje albo zmienia zdanie, a lokal wraca na rynek, nie są bardzo częste – ale się zdarzają.

Gdy już uda nam się odreagować i będziemy w nastroju do dalszych poszukiwań, wyciągnijmy wnioski z nieudanego doświadczenia. Czy gdzieś popełniliśmy błąd i czy można go uniknąć na przyszłość? Jeden popełniliśmy na pewno – wspomniane wyżej nadmierne zaangażowanie i postawa „to mieszkanie albo żadne”. Wiemy już więc, że lepiej nie skupiać wszystkich swoich nadziei na jednym mieszkaniu i nie wyobrażać sobie, że jest nam przeznaczone. Warto mieć kilka opcji awaryjnych – czyli lokali, które nawet jeśli nie spełniają wszystkich naszych oczekiwań, są niezbyt dalekie od ideału, a ich mankamenty nie są na tyle poważne, by nie móc się z nimi pogodzić. Takie podejście będzie również pomocne przy negocjowaniu ceny ze sprzedającym. Jeśli unikniemy desperackiej postawy, że musimy mieć to konkretne mieszkanie, choćby świat miał się zawalić, nasza pozycja będzie silniejsza. Ważne, byśmy nie sprawiali wrażenia, że jesteśmy gotowi pójść na daleko idące ustępstwa i sporo przepłacić.

Jeśli do zakupu jest nam niezbędny kredyt hipoteczny, przesunięcie zakupu w czasie może podziałać na naszą korzyść. Możemy bowiem odłożyć większą kwotę na wkład własny. Mamy wtedy większe szanse na kredyt, a brakująca kwota, którą musimy pożyczyć, będzie mniejsza – co z kolei przełoży się na niższe raty.

Podobne artykuły

Dodaj swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola wymagana są oznaczone *