Lato to dla wielu rodzin nie tylko czas rekrutacji na studia, ale też początek poszukiwań mieszkania. Jedni od razu przeglądają ogłoszenia najmu, inni coraz częściej wyciągają kalkulator i sprawdzają, czy zakup własnego lokalu nie okaże się rozsądniejszym rozwiązaniem. Okazuje się, że w części największych miast rata kredytu może być dziś niższa niż miesięczny koszt wynajmu podobnego mieszkania. To sprawia, że decyzja, która kiedyś wydawała się oczywista, dziś wymaga już dokładniejszego przeliczenia.
W wielu miastach liczby przemawiają za zakupem
Z analizy przygotowanej przez Metrohouse i Credipass wynika, że przy zakupie 40-metrowego, dwupokojowego mieszkania sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat temu. Jeżeli rodzina dysponuje wkładem własnym i może otrzymać kredyt, zakup często okazuje się korzystniejszy od wynajmu.
Najlepiej widać to przy 20-procentowym wkładzie własnym. W Łodzi miesięczna rata kredytu jest średnio niższa od czynszu najmu aż o 840 zł. Wyraźna przewaga zakupu pojawia się także w Szczecinie, Bydgoszczy, Katowicach, Poznaniu, Lublinie, Olsztynie, Warszawie i Wrocławiu. Kraków pozostaje wyjątkiem. Tam różnica jest symboliczna i wynosi zaledwie około 30 zł miesięcznie, dlatego też trudno jednoznacznie wskazać lepsze rozwiązanie.
Nie oznacza to oczywiście, że zakup zawsze będzie tańszy. Wszystko zależy od ceny konkretnego mieszkania, warunków kredytu i wysokości wkładu własnego. Mimo to widać wyraźnie, że porównanie raty kredytu z kosztem najmu przestało być tylko teoretycznym ćwiczeniem. Dziś w wielu przypadkach ma ono realny sens.
Sam czynsz to nie wszystko
Porównując koszty, łatwo skupić się wyłącznie na kwotach widocznych w ogłoszeniach. Tymczasem zarówno właściciel mieszkania, jak i najemca ponoszą dodatkowe wydatki.
W przypadku wynajmu do miesięcznej stawki trzeba zwykle doliczyć czynsz administracyjny oraz opłaty za media. To często kolejne kilkaset złotych, a w niektórych lokalizacjach nawet więcej. Z kolei kupując mieszkanie, trzeba pamiętać o kosztach związanych z jego utrzymaniem, ewentualnymi naprawami czy wyposażeniem. Dochodzi też sam kredyt, który jest zobowiązaniem na wiele lat.
Nie bez znaczenia pozostaje również elastyczność. Wynajmowane mieszkanie łatwiej zmienić, jeśli student zdecyduje się przenieść na inną uczelnię albo po kilku semestrach będzie chciał zamieszkać w innym miejscu. W przypadku własnego lokalu taka decyzja wymaga już znacznie większego planowania.
Co zostaje po zakończeniu studiów?
To właśnie ten argument najczęściej pojawia się wśród zwolenników zakupu. Pieniądze przeznaczane na raty kredytu nie znikają bezpowrotnie. Po kilku latach rodzina nadal posiada mieszkanie, które można zatrzymać, wynająć albo sprzedać.
Eksperci zwracają uwagę, że w perspektywie całych studiów różnice w kosztach potrafią być naprawdę odczuwalne. Nawet jeśli miesięcznie wynoszą kilkaset złotych, po pięciu latach robi się z tego kwota liczona w dziesiątkach tysięcy złotych. To właśnie dlatego coraz więcej rodziców zaczyna patrzeć na zakup mieszkania nie tylko jak na sposób zapewnienia dziecku dachu nad głową, ale również jako inwestycję na przyszłość.
Nie ma jednak jednej odpowiedzi, która sprawdzi się w każdej rodzinie. Jeśli ktoś dysponuje wkładem własnym i odpowiednią zdolnością kredytową, zakup rzeczywiście może okazać się bardziej opłacalny. Z kolei tam, gdzie liczy się przede wszystkim swoboda i brak długoterminowych zobowiązań, wynajem nadal pozostaje rozsądnym wyborem.
